5 rzeczy, których o grze na gitarze uczy bieganie

Mental, Technika 0 Comments

Co wspólnego z gitarą ma półmaraton i w jaki sposób bieganie może przyczynić się do rozwoju techniki, systematyczności oraz wzrostu przyjemności z grania? Całkiem niedawno wziąłem udział w półmaratonie. Wyczyn to niemały dla ponad stu kilogramowego faceta, jednak co ważniejsze – godziny spędzone na trasie okazały się świetną inspiracją do poszukania kilku analogii pomiędzy sportem, a grą na gitarze. Wybrałem te najciekawsze.

#1 Zacznij od rozgrzewki

Granie na gitarze to aktywność fizyczna, choć nie zawsze tak ją postrzegamy. Fakt jednak jest taki, że wykonując nawet pozornie błahe ruchy, angażujemy wiele mięśni, a te nieprzygotowane na zbyt duży wysiłek, mogą po prostu nie dać rady.

Organizm ludzki, choć potrafi znieść naprawdę wiele, nie jest niezniszczalny. Być może przez wiele lat nie odczułeś braku rozgrzewki. Być może uważasz, że nie grasz na takim poziomie, aby ten dodatkowy czas był Ci potrzebny. Pamiętaj jednak, że to tylko kilka(naście) minut, dzięki którym nie tylko unikniesz potencjalnej kontuzji, ale także podniesiesz znacząco sprawność swoich palców. To nie tylko kilka punktów wyżej w metronomie. To także komfort i przyjemność z gry, której nie osiągniesz w inny sposób.

Jak właściwie przeprowadzić rozgrzewkę? Dobrze, że pytasz. Pomyśl o bieganiu. Zwykle zaczyna się w wolnym tempie, przyjemnym i spokojnym truchtem. Jak to ma się do gitary?

Wybierz ćwiczenie, które nie sprawia Ci żadnych trudności. To może być chromatyka lub jakaś skala, którą już dobrze opanowałeś. Zagraj ją bardzo, bardzo powoli (na przykład w 50-6o bpm ósemkami) w różnych miejscach gryfu. Bądź bardzo dokładny, dbaj o najmniejszy element ruchu. Stopniowo zwiększaj tempo, ale postaraj się w każdym spędzić trochę czasu. 

Warto również każdego dnia zaczynać pracę od tego samego ćwiczenia. Ja zazwyczaj pierwsze 15 minut spędzam przy chromatyce. W drugiej kolejności ćwiczę „pająki”. W obu przypadkach dbam o dokładne i precyzyjne kostkowanie naprzemienne. Myślę, że to świetny podkład pod trudniejsze i bardziej skomplikowane ćwiczenia.

#2 Dobra technika to podstawa

Zwykle gdy ktoś połączy dystans półmaratonu z moją wagą, przeciera oczy ze zdziwienia. Nie boisz się o kolana? Nie. Po pierwsze nie biegam w kontuzjogennych tempach, po drugie od samego początku dbam o technikę biegu bardziej niż o prędkość. Dzięki temu w ostatnich latach udało mi się pokonać ponad 1000km bez żadnej poważniejszej kontuzji.

Dobra technika gitarowa zbyt często jest utożsamiana wyłącznie z graniem szybko. Błąd. Prędkość to efekt dobrej techniki, nie na odwrót.

Na dobrą technikę składa się wiele rzeczy. Rozluźnione ręce, kontrola nad artykulacją, odpowiednio dobrane opalcowanie, ergonomia ruchów. Co ciekawe, nie powinniśmy o tych aspektach myśleć świadomie. Są to rzeczy, które wykształcają się samoistnie, jako skutek przemyślanego ćwiczenia.

Jak wykształcać w sobie poprawność techniczną?

    1. Określ swoją główną technikę
      Gitarzysta elektryczny zwykle operuje kostką, klasyczny – palcami. To dobry punkt wyjścia. Bez względu czy dopiero zaczynasz przygodę z gitarą, czy grasz już od wielu lat – zawsze jedna z technik będzie dominowała w Twoim graniu i to ją musisz w pierwszej kolejności doprowadzić do najlepszej sprawności.
    2. Dbaj o dobre nawyki
      Proces rozwoju muzycznego opiera się w większości na powtarzaniu pewnych schematów ruchowych. Grając je po kilkaset razy uczymy samych siebie najprostszej i najłatwiejszej drogi do ich sprawnej realizacji. Pozwalając sobie na jakiekolwiek odstępstwa, po prostu cofamy się w rozwoju. Praca nad każdą nową techniką gitarową to pewna droga, którą każdy z nas przebywa na swój własny sposób w komfortowym dla siebie tempie. Nie ma skrótów. Albo stawiasz krok do przodu, albo się cofasz.

      Do czego zmierzam?

      Nieważne, czy zabierasz się za „ćwiczenie na poważnie”, czy po prostu chcesz pograć kilka minut dla czystej przyjemności – ułóż prawidłowo ręce, dbaj o poprawną realizację najmniejszych elementów danej techniki (np. jeśli kostkujesz naprzemiennie, niech każde uderzenie kostki będzie skierowane w przeciwną stronę), rozluźnij mięśnie, pilnuj rytmu i pamiętaj o jednym…

Zawsze ćwicz tak, jakbyś właśnie grał koncert dla kilkutysięcznej publiczności.

Tweetnij

#3 Systematyka jest kluczowa

Niewiele jest osób, które zdecydują się na półmaraton bez żadnego treningu (chociaż i takie się zdarzają – pozdrawiam Grzesiu:)). Dawniej sądziłem, że kiedy wykształcę swoje umiejętności do pewnego poziomu to one po prostu takie zostaną, ew. z czasem wzrosną. Niestety. Tak w muzyce, jak i w sporcie – nie ćwiczysz, nie masz wyników. Prawdę mówiąc i tak mamy lepiej niż trębacze – im wystarczy kilka dni, aby całkowicie wyjść z wprawy. Według moich obserwacji, typowy gitarzysta potrzebuję około tygodnia.

Podstawowe zasady systematyki:

  1. Staraj się ćwiczyć minimum 5 razy w tygodniu – to wystarczająco, aby utrzymać sprawność manualną.
  2. Koniecznie raz w tygodniu zrób sobie przerwę – im więcej grasz tym ważniejsza jest ta zasada.
  3. Znajdź sobie towarzysza, z którym będziesz ćwiczył podobne rzeczy. Nic nie motywuje bardziej, niż kolega, który lepiej gra!
  4. Pozwól sobie na różnorodność – nic bardziej nie zabija motywacji do ćwiczeń, jak jedna powtarzalna rutyna. Dobrze jest planować, ale jak mówią – nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

#4 Są rzeczy ważniejsze niż wynik

Jeśli czegoś nauczyło mnie bieganie to właśnie zdrowej rywalizacji. Oczywiście, że nie wyszedłem na start po to, by ścigać się z Kenijczykami. Właściwie to moim jedynym przeciwnikiem byłem ja sam. Nie liczyło się dla mnie to, który będę, w jakim tempie przebiegnę. Poszedłem tam, by walczyć ze swoimi słabościami. Poszedłem tam, bo jestem kanapowym leniem, któremu ciężko się zmotywować do aktywności fizycznej. Poszedłem tam, bo zdecydowana większość moich znajomych nie wierzyła, że to zrobię.

Przebiegając linię mety zdałem sobie sprawę, że my – muzycy – toczymy taką walkę każdego dnia. Czasem tak cholernie nie chce mi się złapać za gitarę, że aż mi głupio kiedy to piszę. Czasem myślę, czy by nie rzucić wszystkiego i nie zacząć wieść spokojniejszego, bardziej ustatkowanego życia.

Ale jednak nadal tu jestem.

Nadal gram. Nadal z całych sił próbuję rozwijać samego siebie i co więcej… Wiem, że nie jestem w tym sam. Wielu z Was podobnie traktuje muzykę i gitarę. Nie zmieniajcie się. Nigdy. Tacy ludzie są potrzebni wszystkim wokół.

#5 Liczy się zabawa

Człowiek przebrany za banana, para w jednej koszulce, gość biegający tyłem. Takie przypadki to stały element wszystkich większych zorganizowanych biegów. To oni odpowiadają za setki uśmiechów, tak biegaczy, jak i kibiców.

Czasem myślę, że bierzemy życie/muzykę nazbyt poważnie. Warto wtedy sobie przypomnieć co motywowało nami na początku. Może się wówczas okazać, że w kolejnych artystycznych poszukiwaniach, zatraciliśmy powody, dla których w ogóle sięgnęliśmy po instrument.

W moim przekonaniu nauka zabawy instrumentem jest równie ważna, jak zdyscyplinowana rutyna ćwiczeniowa. Nadal szukam sposobów na codzienne rozpalanie w sobie entuzjazmu i pozytywnego nastawienia i zachęcam do tego także i Ciebie.


Myślę, że takich porównań moglibyśmy znaleźć jeszcze wiele. Mam nadzieję, że te powyższe zainspirują Cię do nieco świeższego spojrzenia na temat rozwoju własnych umiejętności. Może masz pomysł na dodatkowe analogie pomiędzy bieganiem i gitarą. Być może przychodzi Ci do głowy pomysł na zestawienie muzyki z inną dziedziną życia? Będę naprawdę wdzięczny jeśli się tym z nami podzielisz w komentarzach poniżej.