5 sposobów na lepsze brzmienie, bez wydawania pieniędzy

Brzmienie 1 komentarz

Podobno gitarzyści to straszni gadżeciarze. Nie wiem jak inni, ja na pewno. Przez pierwsze lata swojej przygody z profesjonalną muzyką praktycznie każdą złotówkę inwestowałem w sprzęt lub szkółki i lekcje gry. Od swojej zasady wyłamałem się chyba tylko raz, zapraszając ówczesną oblubienicę na pizzę. Taki byłem romantyczny.

Lata mijają, gadżeciarstwo nie. Nadal codziennie śnię o nowych kostkach, gitarach, wzmacniaczach i mikrofonach. Tylko pieniądze wydaję nieco rozsądniej. Być może to kwestia zobowiązań, których z wiekiem mamy coraz więcej. Wolę jednak myśleć, że to sprawa powoli dojrzewającej świadomości brzmieniowej.

Świadomość brzmienia

Wierzę, że każdy muzyk ma gdzieś w głowie (sercu?) wizję swojego idealnego brzmienia. To taki święty punkt, który przez całe życie widzimy gdzieś w oddali. Czasem się do niego zbliżamy, czasem oddalamy. Sęk w tym, że jego położenie jest stałe. Tylko my nieustannie zmieniamy kierunki i podchodzimy do niego, co raz to z innej strony. Wymieniamy gitary, ogrywamy nowe wzmacniacze, zapinamy nowe kostki. Ale wciąż równamy azymut na to samo miejsce.

Tymczasem to na czym gramy jest tylko i wyłącznie narzędziem, służącym do realizowania naszej wizji brzmienia. To dlatego jeśli wezmę Twoją gitarę i wzmacniacz, nie zabrzmimy tak samo. To dlatego jeśli wymienię swoje instrumenty, w bardzo niedługim czasie znowu będę brzmiał podobnie.

Oczywiste jest to, że samym myśleniem nie zmienisz swojego Les Paula w świetnie brzmiącego Strata. Fakt jest jednak taki, że skupienie uwagi na właściwych rzeczach, może prowadzić do rezultatów które przekroczą Twoje oczekiwania. Podejdźmy zatem do tematu z nieco bardziej otwartym umysłem.

#1 Zabaj o dobrą technikę

W pogoni za super szybkim tempem i efekciarskimi zagrywkami łatwo zatracić dokładność i precyzję. Tymczasem dobra technika gry to najlepsza wizytówka każdego gitarzysty. Serio – lepiej jest grać powoli, ale dokładnie i z duszą, niż cokolwiek byle szybko. Lata 80-te mocno zakorzeniły w nas potrzebę popisowych zagrywek, podniesionych do ekstremalnych temp, najlepiej w towarzystwie wielkiej ilości gainu, delayów i pogłosów. Nie neguję tego rodzaju muzyki, a raczej zachęcam do dbania o własną technikę gry bardziej niż ówczesne gwiazdy rocka. Jak?

  • Po pierwsze ćwicz na czystym brzmieniu bez pogłosów i delayów. Tylko wtedy bez problemu wyćwiczysz wszystkie niedoskonałości.
  • Koniecznie zwróć uwagę na długość trwania granych dźwięków. Dość często są one skracane, szczególnie gdy kolejny dźwięk leży na innej strunie.
  • Ćwicząc, staraj się nie artykułować dźwięków. Nie ma nic złego w vibrato, slidach, czy podciąganiu, ale tak długo jak robisz je świadomie. Łatwo wpaść w nawyk np. wibrowania każdego dźwięku, a to naprawdę nie brzmi dobrze.
  • Uważaj aby nie dociskać strun zbyt mocno do podstrunnicy lub nie podciągać ich minimalnie – w ten sposób pojawiają się drobne rozstrojenia, które zdecydowania degradują brzmienie.
  • Popracuj nad techniką prawej ręki – kostkowaniem. Każdy wydobywany przez Ciebie dźwięk powinien brzmieć tak samo.

#2 Bądź na czas

Prawdę mówiąc to miał być pierwszy punkt. Nieważne jak pięknie, dobrze i szybko grasz. Jeśli nie jesteś „na czas” to Twoje umiejętności nie znaczą absolutnie nic. Ćwiczenie z metronomem to absolutna podstawa. Z tym nie ma dyskusji. Oczywiście przychodzi moment, w którym sam metronom nie wystarczy (czasem celowo spóźniamy lub przyspieszamy wartości), jednak dopóki nie opanujesz perfekcyjnie współpracy z klikiem, nie zajmuj sobie tym głowy.

Jak poprawić czas ? Zaprzyjaźnij się z metronom. Graj, wszystko co dotychczas oraz nowe rzeczy, w różnych tempach, z naciskiem na wolne. Codziennie. Ponadto pamiętaj, że improwizowanie nie zwalnia z używania konkretnych wartości rytmicznych.

#3 Sprawdź intonację

Nawet Suhr za 15 tysięcy zabrzmi słabo, jeśli do dobrze nie nastroisz. Tylko co w sytuacji, gdy pomimo dobrego stroju, nadal coś jest nie tak? O ile Twoje struny nie mają 2 lat, prawdopodobnie winowajcą jest źle ustawiona intonacja, czyli czynna długość strun. W większości gitar reguluje się ją w okolicy mostka. Jest to proste, choć czasochłonne zajęcie. Warto poświęcić parę godzin i się tego porządnie nauczyć. W najgorszym wypadku możesz także oddać instrument do lutnika. Powinno się zamknąć w okolicach 50pln.

Uważaj także aby nie dociskać strun za mocno do podstrunnicy (patrz, punkt 1).

#4 Nie bój się środka, bój się dołu

Łatwo jest wyciąć środek, rozpuścić włosy i udawać Kirka Hammeta. Tymczasem gitara to instrument, który najlepiej brzmi w środkowym paśmie. Ogołacanie brzmienia z tych frekwencji to zwyczajny bezsens. Odpowiednia ilość środka to nie tylko brak kolidowania z innymi instrumentami, ale także gwarancja przebicia się w miksie. Tak – nie musisz się nawet podgłaśniać, aby Twoja gitara była lepiej słyszalna.

Inaczej jest w kwestii dolnych częstotliwości. Grając samemu lub w duecie, podkręcony bas daje odczucie fajnego, pełnego brzmienia. Problem pojawia się w większych składach. Kiedy w zespole jest bas/kontrabas, klawisze, bębny – praktycznie cały dół jest „zajęty”, a gitara to ostatni instrument, który powinien się tam pojawiać. Myślę, że potwierdzi to niejeden realizator dźwięku. Sam zresztą, nagrywając gitary, od razu ścinam je w okolicach 50Hz. Nie mówiąc o tym, że potencjometr basów mam dość mocno skręcony. Krótko mówiąc – im większy skład, tym mniej przydatne są niskie częstotliwości z gitary.

#5 Eksploruj rejestry brzmieniowe

Wbrew pozorom gitara sama z siebie ma praktycznie nieograniczone możliwości brzmieniowe. Pomijając przełączniki i potencjometry (w gitarach elektrycznych) oraz różne techniki wydobycia dźwięku (kostka, palce), już samo miejsce, w którym atakujemy strunę, skrajnie zmienia doświadczenia słuchowe. Spróbuj sam. Zagraj kilka dźwięków bliżej gryfu, potem powtórz je bliżej mostka. To samo dotyczy kąta ułożenia kostki. Prostopadła brzmi twardo, lekko skrzywiona – nieco inaczej. To są rzeczy, które dobiera się dla siebie przez lata. Warto jednak mieć świadomość, że tak wiele zależy tylko i wyłącznie od nas. Eksperymentuj – naprawdę warto.

Gitara to prawdziwa kopalnia tajemnic. Wiele rzeczy możemy nauczyć się od kogoś, do niektórych musimy dojść sami. Tak właśnie jest z brzmieniem, które choć rządzi się swoimi prawami, to jednak kształtuje się latami, czasem przechodząc ze skrajności w skrajność. Tym wpisem chciałem zainspirować Cię do kreatywnych poszukiwań, bo swojego prawdziwego brzmienia powinieneś najpierw szukać w sobie, a dopiero później w ładnie zapakowanych efektach i wzmacniaczach z sygnaturą wielkich wirtuozów. Z perspektywy „anonimowego sprzętocholika”, który przez lata zainwestował w sprzęt olbrzymie ilości środków, szczerze i zdecydowanie polecam Ci takie poszukiwania. Już od kilku lat trzymam się tych samych gratów, które kocham i doceniam – tak za zalety, jak i za wady. Tylko od czasu do czasu otwieram się na nowe ciekawostki (o jednej z nich już niedługo).

A jak jest z Tobą? Nadal szukasz swojego brzmienia, czy może juz znalazłeś? A może odkryłeś inne sposoby na lepsze brzmienie bez dodatkowych nakładów pieniężnych? Jeśli tak – napisz o nich w komentarzu.