Czy muzyka to język?

Mental 2 komentarze

Nie ma dnia, żebym nie zastanawiał się czym jest muzyka. Czasem czuję się jak jakiś gitarowy schizofrenik. Jestem gdzieś pomiędzy światem „akademickim”, gdzie sukcesy i umiejętności jednostki bazują na latach ćwiczeń i ciężkiej pracy, a środowiskiem alternatywnym, w którym przekaz i wartości stoją zdecydowanie ponad poprawnością gry. Wszyscy operujemy tylko dwunastoma dźwiękami, a jednak różnorodność muzyki i sposobów jej postrzegania praktycznie nie zna granic. Co zatem łączy pozornie odległe światy?

Czemu służy język

Tak język muzyki, jak i język werbalny służą temu samemu. Oba są formą ekspresji i służą w głównej mierze do komunikowania się z innymi. Mogą poruszyć, rozśmieszyć, zmusić do refleksji. Docierają do mas, albo do nikogo. Wpływają i inspirują, albo przemijają niezauważone.

Warto jednak pamiętać, że język to wyłącznie narzędzie. Tak jak pióro nie pisze samo, tak instrument nie opowiada pięknych historii samoistnie. Bajka jest w pisarzu, a nie w przedmiocie, za pomocą którego ją przekazuje. Tak w muzyce, jak i piśmie – bardziej niż forma, liczy się to co masz do przekazania.

Problem w tym, że choć większość muzyków zgadza się, że muzyka to język… mało kto ją tak traktuje. Sądzimy, że można się jej nauczyć wyłącznie poprzez podążanie ścisłymi schematami, najlepiej pracując przez dziesiątki lat pod okiem doświadczonego nauczyciela. Tymczasem pomyśl o pierwszym języku, jakiego uczyłeś się jeszcze jako dziecko. Co więcej – pomyśl o tym JAK się go nauczyłeś.

Twój pierwszy język

Prawdopodobnie już około 2-3 roku życia całkiem nieźle posługiwałeś się językiem. Pomyśl – mogłeś śmiało improwizować. Nikt nie musiał Ci podpowiadać co masz mówić. Nie musiałeś czytać, ani zastanawiać się nad gramatyką, aby przekazać swoją wiadomość.

W tamtym czasie miałeś pełne przyzwolenie na popełnianie błędów. Rodzice aprobowali Twoją każdą, nawet nieudaną, próbę komunikacji. Nauka mowy nie była czymś, na co byłeś wysyłany kilka razy w tygodniu. Doświadczałeś jej na co dzień. Ponadto większość osób z którymi rozmawiałeś było „zawodowymi mówcami”. Wyobraź sobie rodziców zmuszających Cię do rozmawiania wyłącznie z innymi dziećmi, zanim będziesz dość dobry by rozmawiać z nimi. Prawdopodobnie byłbyś już dorosły, nim zacząłbyś właściwie prowadzić konwersacje. Ty natomiast w wieku kilku lat uzyskałeś pełną swobodę językową. Ile lat zajęłoby Ci dojście do podobnej wprawy w muzyce?

Problem w tym, że muzykę traktujemy zupełnie inaczej. Uczymy się czytać, nim wypowiemy swoje pierwsze muzyczne zdanie. Zajmujemy się gramatyką i teorią, bardziej niż powodem, dla którego w ogóle mamy się odezwać. Negujemy wszystkie błędy, często pozwalając im wpłynąć na naszą samoocenę. Obracamy się w większości pośród muzyków na własnym poziomie, nie obcując na co dzień z lepszymi od siebie, a pełna swoboda językowa wydaje się nam czymś niemożliwym i nieosiągalnym.

Co w związku z tym?

Traktujmy muzykę tak jak pierwszy język, którego się uczyliśmy. W pierwszej kolejności zastanawiajmy się nad tym co chcemy powiedzieć, a dopiero później jak to zrobimy. Nie skupiajmy się wyłącznie na rozwoju techniki i umiejętności, ale szukajmy sposobów na wykorzystanie nowych zasobów w praktyce. Kiedy tylko możemy – wskakujmy na głęboką wodę. W miarę możliwości otaczajmy się muzykami lepszymi od siebie, obserwujmy i uczmy się od nich. Nie bójmy się błędów, uczmy się wychodzić z nich z klasą, ale przede wszystkim…

„Mówmy” i słuchajmy jak najwięcej. Do mas lub tylko do siebie. Z sensem lub bez. Ale jak najczęściej.