Planujesz prezent dla bliskiego ci gitarzysty, ale kompletnie nie wiesz od czego zacząć? Spójrz na listę dziesięciu rzeczy, które okażą się strzałem… w dziesiątkę!
Kolejność jest nieprzypadkowa, choć subiektywna. Poukładałem rzeczy wg. kolejności którą uważam za właściwą. Wspominam również o tym na co zwrócić uwagę u Obdarowywanego tak, aby prezent na pewno się udał. Zaczynamy.
#10 Gitarowe kosmetyki
Choć stare i nieco zniszczone gitary wpisują się bardzo w moją estetykę, jestem zdania, że o instrument powinno się dbać. O ile nie przekonują mnie kosmetyki dedykowane do polerowania lakieru, czyszczenia metalowych części itp., o tyle uważam że gitara ma jedno miejsce, o które warto się zatroszczyć.
Mowa o podstrunnicy. Szczególnie palisandrowej lub hebanowej (klon najczęściej jest lakierowany). Rozeschnięta podstrunnica może minimalnie wpływać na położenie progów, a co za tym idzie strojność instrumentu, że nie wspomnę już o samym komforcie gry. Olejek cytrynowy lub specjalny preparat do natłuszczania tych miejsc powinien zrobić robotę.
Szacunkowy koszt: 30-150zł
Górna granica dotyczy bardziej zestawu kilku preparatów, dolna – samego olejku.
#9 Nawilżacz do gitary akustycznej
Im droższy instrument, tym bardziej wrażliwy na wszelkie warunki “atmosferyczne”. Gitara akustyczna trzymana w nazbyt suchym pomieszczeniu może z czasem się rozeschnąć, co wpłynie nie tylko na brzmienie, ale w skrajnym wypadku może doprowadzić nawet do zniszczenia instrumentu. Niestety – przechowywanie gitary w pokrowcu lub futerale nie wystarczy. Należy dmuchać na zimne.
Typowy nawilżacz to pojemnik, w którym znajduje się specjalna gąbka lub granulki absorbujące wodę. Napełniamy go wodą destylowaną i montujemy w dziurze rezonansowej, a ten stopniowo uwalnia wilgoć. W taki sposób uratowałem jedną ze swoich gitar.
Szacunkowy koszt: 50-150zł
#8 Korbka do strun
To drobne urządzenie, które zakładamy na klucze podczas nawijania strun. Mała rzecz a cieszy i do tego oszczędza masę czasu. Obecnie po prostu nie wyobrażam sobie wymieniania strun w inny sposób.
Najtańsze kupisz dosłownie za grosze, warto jednak zainwestować w model, który zawiera w sobie również obcinaczkę do strun oraz wycięcia wspomagające wyciąganie kołków w gitarze akustycznej. Posłuży na lata.
Szacunkowy koszt: 5-50 zł
#7 Interfejs audio
Nagrywanie siebie to jedna z najlepszych opcji samorozwojowych. Łatwo zidentyfikować własne problemy, a co za tym idzie – znaleźć sposób na poprawę własnego warsztatu. Ponadto, często jest to pierwszy krok na drodze do tworzenia i rejestrowania własnej twórczości. Choć to jeden z droższych prezentów, naprawdę warto o nim pomyśleć.
Na początku warto kupić coś ukierunkowanego bezpośrednio na gitarzystów. Bardzo często takie urządzenia będą miały w zestawie oprogramowanie, które umożliwi natychmiastowe rozpoczęcie zabawy. Tylko uwaga – to naprawdę uzależnia.
Szacunkowy koszt: od 200 zł w górę
#6 Zapas kostek
Sprzątając mieszkanie, znajduję średnio kilkanaście kostek porozrzucanych w różnych miejscach. To tylko kolejny dowód, że to chyba najczęściej gubiąca się rzecz w arsenale gitarzysty. Kostki kupowane w paczkach nie tylko są o wiele tańsze (nawet o połowę), ale przede wszystkim ich zapas nie skutkuje paniką przed koncertem, w poszukiwaniu czegokolwiek o podobnym kształcie.
Podobnie jak w przypadku strun – każdy gitarzysta ma swoje własne preferencje co do grubości, kształtu i wielkości popularnej “kostki”. Tym razem również warto podpatrzeć z jakich korzysta Obdarowywany. Możesz też pokusić się o komplet złożony z różnych modeli.
Szacunkowy koszt: 20-60 zł
#5 Straplocki
Kiedyś nie wiedziałem do czego służą. Do czasu, aż w ferworze koncertowej energii poczułem, jak moja ukochana, nowiutka gitara spada mi z paska…
Skończyło się lepiej niż mogło. A jednak można było temu zapobiec. Straplocki to drobne, dodatkowe mocowania, które gwarantują, że nawet w ekstremalnych sytuacjach, gitara nie zasunie się z paska. Dziś nie wyobrażam sobie bez nich życia i mam zamontowany komplet w każdym instrumencie.
Szacunkowy koszt: 50-150 zł
#4 Nowe struny
W mojej opinii nie można zrobić “lepiej” gitarzyście, inaczej niż prezentując mu nowy komplet strun. Problem w tym, że każdy muzyk ma inne preferencje, co do ich grubości, a nawet marki. O ile w przypadku osób początkujących wystarczy pamiętać, aby do gitary klasycznej kupić struny nylonowe, a do akustycznej i elektrycznej metalowe, o tyle bardziej świadomi instrumentaliści mogą być bardziej wybredni.
Być może nasz Obdarowywany ma w pokrowcu zapasowy komplet? Warto zabawić się w szpiega, choć w ostateczności jeśli prezent nie musi być niespodzianką – możemy zapytać.
Szacunkowy koszt: 30-80 zł / komplet
#3 Tuner, metronom
Tuner to jeden z dwóch najbardziej fundamentalnych gadżetów. Tuner, często określany także jako “stroik”, pomaga właściwie nastroić gitarę, a to naprawdę kluczowa kwestia. Rozstrojony instrument nie zachęca do grania, nie wspominając o tym że zdecydowanie utrudnia rozwijanie słuchu. Dla osoby początkującej (i nie tylko) jest to rzecz absolutnie niezbędna.
Zwróć uwagę, czy urządzenie które wybrałeś ma wbudowany mikrofon, jeśli Obdarowywany posiada instrument klasyczny lub akustyczny. W przypadku gitar elektrycznych przyda się również wejście na kabel. Ostatnio popularne stały się tzw. klipsy, które przymocowane do główki, zbierają wibracje instrumentu, na tej podstawie określając wysokość wydobywanych dźwięków. To najbezpieczniejsze rozwiązanie, bowiem sprawdzi się w każdym typie gitary.
Szacunkowy koszt: 30-150 zł
Muzyka nie istnieje bez rytmu. Nie sposób nad nim pracować bez drugiego, podstawowego pomocnika gitarzysty. Metronom wystukuje wybrane wartości rytmiczne, pozwalając właściwie kontrolować tempo i feeling. Osobiście, nie wyobrażam sobie ćwiczeń bez niego.
Metronom może być mechaniczny (pamiętacie oldschoolwe, nakręcane “piramidki”?) lub elektroniczny. Warto jednak pamiętać, że w przypadku metronomu najważniejszym aspektem jest jego “klik”, czyli brzmienie które wydaje przy każdym uderzeniu. Ponieważ ćwiczenia to często długie godziny wytężonej pracy, preferuję mechaniczne urządzenia, które brzmią bardziej akustycznie. Ale to tylko kwestia gustu.
Szacunkowy koszt: 30-500 zł
W okolicach 50-150 zł znajdziecie wiele urządzeń, które są zarówno metronomem, jak i tunerem. To prawdopodobnie najlepszy wybór.
#2 Inspirująca książka / szkółka
Choć osobiście jestem zdania, że pracy z nauczycielem nie można zastąpić w żaden sposób, zdaję sobie sprawę, że naprawdę ciężko znaleźć właściwą osobę. Ponadto warto pamiętać, że do pracy nad umiejętnościami, często inspirują nas różni, wybitni instrumentaliści. Szkółka od gitarzysty będącego natchnieniem Obdarowywanego, może zdziałać więcej niż kolejny nudny poradnik na temat skal, techniki lub lekcje u niekompetentnej osoby.
Ponownie – warto wiedzieć jakich gitarzystów najbardziej ceni nasz Obdarowywany. Są duże szanse, że na koncie mają oni jaką publikację edukacyjną, która w tym wypadku na pewno będzie strzałem w dziesiątkę.
Szacunkowy koszt: 50-300 zł
#1 Lekcje Gitary
Kiedy postanowiłem związać się zawodowo z muzyką, moi rodzice potrzebowali bardzo dużo czasu, aby pogodzić się z tą decyzją. Pomimo tego konsekwentnie inwestowali w moje umiejętności. Dziś wiem, że to najlepszy prezent jaki kiedykolwiek od nich dostałem. Choć wielu świetnych gitarzystów swoje umiejętności i styl rozwijało bez jasno określonego mistrza, dziś możemy uniknąć wyważania otwartych drzwi, pracując z doświadczonym nauczycielem.
Bez względu na poziom gry czy wiek – dobry nauczyciel to nie tylko źródło wiedzy, ale przede wszystkim inspiracji. Pamiętaj, że każdy będzie miał inne preferencje co do stylu tak nauczania, jak i samej gry. Poszukaj kogoś odpowiedniego, mając na względzie muzyczne upodobania Obdarowywanego. Pamiętaj, że najlepszym wyznacznikiem nie jest cena, ale poziom gry obecnych uczniów danego nauczyciela.
Jeśli jesteś z okolic Brzegu, zawsze możesz sprawdzić moją szkołę.
Szacunkowy koszt: 40-150 zł / lekcja
Twój wybór
Osobiście jestem na etapie, gdzie większość gitarowy zabawek już mam, jednak starałem się jednak poukładać je względem ich ważności w moim życiu. Powyższa lista to wyłącznie mój subiektywny pogląd na sytuację. Są duże szanse, że pominąłem kilka nienajgorszych pomysłów, zatem jeśli coś przychodzi ci do głowy – koniecznie daj znać w komentarzu.
Który z tych prezentów ucieszyłyby Cię najbardziej?
A może skorzystałeś z mojej listy i udało Ci się pozytywnie zaskoczyć Obdarowywanego? Daj znać, to naprawdę cieszy.

A jakby ktoś szukał fajnego prezentu dla gitarzystki to polecam własnoręcznie robione kolczyki:) Są lekkie, nie obciążają ucha, no i nigdy się nie zgubią;) Zapraszam!
http://allegro.pl/listing/u…
ja wymyśliłem swój patent pewnie nie tylko ja tak robię na początku swojej przygody nie chciałem się lądować w koszty i kupować Straplocki w koncu za to mozna kupic np. struny ale miałem problem ze spadająca gitara odkręciłem mocowanie paska od gitary i przykręciłem go z powrotem przez pasek taki montaż na stałe
Hej Tomek, straplocki to mus! 🙂
Ciekawe pomysły. Jeśli chodzi o metronom, to ja od lat szukam takiego, który byłby urządzeniem przenośnym, niezależnym od innych urządzeń, a jednocześnie GŁOŚNYM. Wszystkie elektroniczne metronomy, z jakimi miałem do czynienia, wydają dźwięki tak słabe, że brzmienie gitary momentalnie je zagłusza. Dlatego zwykle korzystam z metronomu internetowego, bo można go po prostu pogłośnić, ale to kiepskie rozwiązanie, jeśli chce się np. poćwiczyć na akustyku w plenerze, pod bukiem 🙁
Ja mam Wittnera Piccolo. Bardzo lubię ten naturalny “stuk”, ktory wręcz przypomina instrument. To strasznie uprzyjemnia grę.
Co do głośności to np. Victor Wooten twierdzi ze musimy sie mentalnie nastroić do słuchania klika. W swojej książce zaleca nawet (pół żartem, pół serio), zeby włączyć odkurzacz i inne dystraktory i ćwiczyć odpowiednie kierowanie uwagi.
Ostatecznie warto pamietać ze nie musisz metronomu słyszeć cały czas. On ma trzymać Cie w ryzach, ale niekoniecznie pilnować każdego dźwięku.
I wreszcie. Nie bierz metronomu kiedy idziesz pograć na łonie natury… Po co? :)))
No właśnie po to, że zawsze trza ćwiczyć z metronomem… 😉 Nie, jasne, tak naprawdę to z metronomem ćwiczy się po to, żeby umieć grać bez metronomu. Paradoks pozorny. Ja metronom wkładałem do starej skrzynki zegarowej na ścianie i ona świetnie nagłaśniała stukanie. Ale faktycznie, skoro w zespole trzeba słyszeć wszelkie instrumenty, a przede wszystkim sekcję rytmiczną wśród innych, licznych dźwięków, to może warto w ramach ćwiczeń walczyć z dystraktorami…
Jeden z moich nauczycieli sugerował mi mocne wsłuchiwanie się w hihat. Do dziś ratuję się tak na koncertach, gdzie warunki akustyczne są naprawdę trudne. Zatem może Victor Wooten wie co mówi… 😉
A co do grania zawsze to jest to taki często powtarzany truizm, ale tak jak sam mówisz. Przecież chodzi o to, żeby umieć grać także bez niego więc w końcu trzeba dać sobie taką szansę 🙂